House MD Fan Forum - Forum fanów serialu doktor House
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 


Poprzedni temat «» Następny temat
Fiko-miniaturki
Autor Wiadomość
Key
świr


Pomogła: 1 raz
Wiek: 109
Dołączyła: 23 Paź 2008
Posty: 797
Skąd: z Nienacka ;)
Wysłany: 2008-11-03, 11:29   Fiko-miniaturki

Właśnie... Założyłam taki wątek... Celowo nie zatytułowałam go "drabble", bo wiem, jak trudno niektórym (zwłaszcza takim gadułom jak ja) zamknąć swoje pomysły w 100-słownej formie. Dlatego, zachęcając wszystkich do zamieszczania tu wszelakich krótkich (i ciut dłuższych) form (no, niech będzie, że literackich), na zachętę zamieszczam parę swoich dupereli (jedne "ciężkie" inne całkiem "leciutkie" :D ), z których żadna nie kwalifikuje się na drabble'a :D

Błagam, pozamieszczajcie coś :D (mile widziane zarówno fiki tłumaczone jak i autorskie)


ZOSTAŃ

Siedziała w ciemnym gabinecie. Nie włączała światła, bo wolała, żeby nikt jej tam nie znalazł. Zwłaszcza, że łzy jedna po drugiej, całkowicie bez jej wiedzy, spływały po policzkach. Nie chciała w ten sposób zareagować na tę wiadomość. Gdy ją usłyszała, poczuła w pierwszej chwili strach – to był ścisk żołądka, jaki zdarzało się jej odczuwać tylko w dzieciństwie, kiedy przerażająca Pani Springfield wyrywała ją do odpowiedzi…, potem poczuła złość, ale musiała zachować pozory, a tak trudno było ją ukryć… Kiedy po zakomunikowaniu tego, wyszedł, poczuła zazdrość, żal, ból i… miłość… Nie mogła uwierzyć, że poczucie tej straty stanie się przyczyną objawienia. Tak… Kochała go… Zawsze… Kiedy ruszała powoli w stronę parkingu, spojrzała jeszcze raz na miejsce, w którym stawiał samochód, przystanęła obok tablicy, przy której zaraz po powitaniu najczęściej zaczynał z nią nową kłótnię albo komentował duży dekolt. Przyspieszyła kroku. Chciała już być w domu - wziąć prysznic, nalać lampkę wina, popłakać w fotelu, przypomnieć sobie jego głos, jego dotyk, jego błękitne spojrzenie… Przekręcając klucz w zamku, pozwoliła swoim myślom płynąć wytyczonym dziś wieczorem traktem. Myślała o tym, że dla niego tak będzie najlepiej. Myślała, że może wreszcie zazna on zwykłego codziennego ludzkiego szczęścia we dwoje. Myślała o tym, że z tamtą będzie szczęśliwszy. Zastanawiała się, dlaczego imię „Cate” najzgrabniej rymuje się z „hate”…
- Poproś mnie bym został – usłyszała łagodny znajomy głos za plecami…
Mimo to nie odwróciła się, bo może jednak tylko jej się zdawało…


ONA

Za oknem padał śnieg - nieskazitelnie czysty, radosny, czarujący i tak długo wyczekiwany… Zupełnie jak ona… Kochał ją do szaleństwa, nigdy wcześniej nie przypuszczał, że tak wielkie, wszechogarniające go uczucie, tak różne od tego, które do tej pory potrafił zaoferować innym… zawładnie nim całkowicie. Czułe, tkliwe, bezgraniczne… , a wszystko to dla niej. Była taka zabawna, słodka i piękna…, naprawdę piękna… I kochała go… Kochała go naprawdę, bez zastrzeżeń, bezgranicznie… Czuł to, gdy go dotykała, gdy patrzyła w jego oczy, gdy trzymając ją w ramionach wdychał jej słodki zapach… Była ideałem. Kiedy tak o niej rozmyślał, czuł, że miłość może być bólem, ale bólem, którego nie chciał stłumić, którego nie chciał zakłócić farmaceutykami, chciał się tym bólem delektować, rozpływać w nim, chciał się cały nim stać…
- Zobacz Kochanie, kto do Ciebie przyszedł - powiedziała Lisa, podając mu ją delikatnie.
A on przytulił ją mocno - najpiękniejszą dziewczynkę świata. Jego dziewczynkę. Jego córkę. Naprawdę była ideałem…



KUBEK Z HERBATĄ O SMAKU BERGAMOTKI

Patrzył jak ze skupieniem ogląda program. Wpatrywał się w nią swoimi niebieskimi gałami w nadziei, że wyczuwając jego przenikliwe spojrzenie, w końcu zwróci na niego uwagę. Nadaremno… Trzymała w ręku kubek z gorącą herbatą o smaku bergamotki, której zapach kojarzył mu się z samymi przyjemnymi rzeczami… Chyba nawet polubił tę herbatę..., bo ona ją lubiła... Patrzył na jej zachwycające włosy, na błyszczące oczy i błądzący na twarzy uśmiech. Przyglądał się delikatnym zmarszczkom i drobniutkim piegom na nosie. Jej zapach przyprawiał go o zawrót głowy. Delikatnie przysunął się, muskając ramieniem jej bluzkę, poprawiła się tylko na kanapie, siadając wygodniej. Położył powoli rękę na jej udzie, poklepała go bezwiednie po dłoni, dając znak, że zdaje sobie sprawę z jego obecności, ale nadal bardziej ciekawi ją program. Odsunął się na chwilę, jakby potrzebował nabrać dystansu i stuknął jej opierającą się o stolik nogę swoją laską.
- House! Na miłość boską! – krzyknęła, zwracając w końcu na niego swój zagniewany wzrok. Kiedy marszczyła brwi, wyglądała jak zagniewana Erynia. Uwielbiał to! - Co Ty sobie wyobrażasz?! Uderzyłeś swojego szefa!
Przyciągnął ją bliżej siebie. Nosem prawie dotykał jej policzka.
- W domu ja jestem szefem – wymruczał w jej szyję.
Usłyszał jej zachrypnięty śmiech. Pogłaskała go po twarzy.
- Jasne, wiem o tym – powiedziała z uśmiechem, patrząc mu prosto w oczy. On też się uśmiechnął i delikatnie wyjąwszy go z jej dłoni, odstawił na stolik kubek z resztką herbaty o smaku bergamotki…



SEN

Obudził go hałas przejeżdżającej za oknem śmieciarki. Podniósł ciężką głowę z poduszki i przetarł niewidzące jeszcze oczy. Nie chciał ich otwierać. Wciąż pod powiekami tkwił jej obraz - ubranej w zwiewną sukienkę, głaszczącej go po nieogolonej twarzy, patrzącej mu w oczy, uśmiechającej się łagodnie. Kiedy go delikatnie pocałowała, uniósł się wraz z nią w powietrze. To było takie realistyczne, że prawie uwierzył w swój dar latania… Do myślenia dały mu jednak fruwające dookoła nich szafirowe motyle wielkości dłoni i kolorowe kwiaty, które nagle zaczęły pokrywać jej nagie ramiona i zmieniać się w pastelowy wzór na jej letniej sukience. Spojrzał do góry – słońce było prawie na wyciagnięcie dłoni więc… wyciągnął ją i delikatnie pogłaskał lśniącozłote promyki. Roześmiali się wtedy oboje. Pomyślał, że skoro to sen, to może zrobić wszystko, czego bał się uczynić na jawie… Ręką, która przed chwilą głaskała słońce, dotknął jej lśniących włosów, czubkami palców delikatnie przesuwał po skórze jej szyi, po nagich ramionach, zaczął strącać z niej pastelowe kwiaty… I wtedy spadł na ziemię. Boleśnie i twardo. Gdy poczuł szarpnięcie – obraz zniknął. „Cholerni śmieciarze” – pomyślał wracając do przytomności i rozcierając bolące coraz dotkliwiej udo. Gdy usłyszał dzwonek do drzwi, postanowił udawać, że go nie ma. Jednak dzwonek wciąż dźwięczał, nie pozwalając mu na powrót do wspomnień obrazu ze snu. Wściekły podniósł się z łóżka. Gdy szukał ręką laski, dźwięk dzwonka wciąż brzmiał. Obiecał sobie, że zaatakuje drewnianą lagą uporczywego natręta… Otworzył drzwi…
- House! Do diabła! Dlaczego nie odpowiadasz na moje telefony?! – w drzwiach stała wściekła Cuddy… cała w pastelowych kwiatach pokrywających materiał jej letniej sukienki…



NIE PYTAJCIE

Cześć. Jestem House. Greg House. No tak… Pewnie już wiecie…, skoro to czytacie. Muszę Wam coś powiedzieć. Wszyscy mnie pytają, czy ją kocham… Nie, naprawdę nie! Ileż razy mam to powtarzać? Dajcie spokój! Tego nawet sympatią nie można nazwać. Fakt - dzięki niej mam przeświadczenie, że jestem prawie zawsze nieomylny, a to cudowne uczucie. Dzięki niej się nie nudzę, dzięki niej nawet zapominam czasem o bólu nogi…, ale nie wmawiajcie mi miłości! Podnieca mnie czasami, kręci, intryguje, ale tylko tak długo, póki wiąże się z tajemnicą, z nienazwanym, nierozpoznawalnym… Kiedy zaczynam już łapać, o co chodzi - nie zawracam sobie nią głowy, bo staje się śmiertelnie nudna. Taaa…. To zdecydowanie nie miłość… Inna sprawa, że nie potrafię bez niej żyć, ale miłość? No co tak patrzycie? A niby Wy to kochacie swoją pracę?



REWOLUCYJNE ODKRYCIE

Weszła do jego gabinetu wściekła jak zwykle…
- Powinieneś być w klinice. Od dwóch godzin! – wydarła się niepotrzebnie – A TY czytasz sobie gazetę? Dobrze się bawisz?
Opuścił gazetę i spojrzał na nią znad okularów. Przez chwilę przyglądał się w skupieniu jej jędrnym cyckom, opakowanym niezbyt szczelnie w mocno wydekoltowaną bluzkę. Przedłużał tę chwilę, na ile pozwoliło mu na to najpierw rozgniewane, potem w końcu nieco speszone spojrzenie Cuddy.
- Czytam bardzo ciekawy i arcyważny artykuł naukowy – powiedział ze zmarszczonymi brwiami, tym razem patrząc w oczy swojej szefowej.
- Rozumiem, że powinnam Ci uwierzyć? – spytała szyderczo.
- Naprawdę! To kwestia życia lub śmierci! – opanował swój patetyczny ton, napotykając jej drwiące spojrzenie. – No, może ciut przesadziłem, ale to naprawdę ważne. Wyobraź sobie, że amerykańska badaczka Karen Weatherby odkryła, że panowie, którzy regularnie obserwują damskie biusty mają niższe ciśnienie krwi od tych, których ponętnych widoków pozbawiono. Wniosek? Dziesięć minut wpatrywania się w atrakcyjny biust ma taki sam wpływ na organizm jak pól godziny ćwiczeń na siłowni! Okazuje się, że wpatrywanie się w piersi nie tylko znacznie poprawia cyrkulację krwi i tym samym obniża groźbę zapadnięcia na chorobę wieńcową, ale może nawet zmniejszyć ryzyko zawału serca o połowę. Jak skrupulatnie obliczyła Weatherby, te kilka minut podniecenia seksualnego dziennie wydłuża życie średnio o 5 lat. *
- House! W takim razie jesteś już NIEŚMIERTELNY! A wszystko dzięki mnie! Wisisz mi dodatkowe 6 godzin w klinice – powiedziała całkiem poważnie i wyszła.


* niemal dokładnie zacytowałam za portalem gazeta.pl :D



BÓL

Stał na korytarzu. Czuł straszny ból. Potworny, nie do opisania, gorący, rozrywający każdy nerw, niepozwalający myśleć, obezwładniający, śmiertelny ból w nodze. Czuł też ból głowy. I nie było to tępe, uporczywe i męczące uczucie ściskania czaszki. To był mdlący, wywołujący pot i sztywnienie mięśni ból, sprawiający wrażenie, że oczy za chwilę wypłyną z oczodołów, a czaszka rozsypie się na tysiąc kawałków. Właściwie w tej chwili może nawet chciał, żeby się tak stało. Bo to jedyna szansa, żeby mógł przestać czuć… cokolwiek… „Zespół odstawienia”… Tak fachowo określa się jego stan… Świadomość tego, co mu jest, w niczym nie pomagała… Bo nawet to wszystko nie było najgorsze. Najpotworniejszy był ból, który czuł w klatce piersiowej. Nie był silny, ale powodował, że łzy cisnęły mu się do oczu. Przypominał nieco uczucie, jakie wywoływał u niego jej śmiech, jej za duży dekolt, dotyk jej drobnych dłoni, sposób w jaki ponętnym ruchem głowy starała się odsunąć z twarzy przeszkadzające jej włosy… Czuł wtedy motyle w brzuchu, ściśnięty żołądek, miękkość w nogach i walenie serca… Tylko, że zwykle to było przyjemne uczucie - inspirujące chociaż od tak dawna już zapomniane, radosne chociaż nie do końca zrozumiałe, zabawne chociaż budzące jednak jakąś nostalgię… Tym razem było inaczej - czując to wszystko, cierpiał. Może dlatego, że tym razem uczucia tego nie wywołał ani jej śmiech, ani dekolt, ani jej dłonie, ani włosy. Tym razem widział jej mokre oczy - mokre od łez i od wody spływającej na nią z prysznica. Kiedy jej widok - przytulającej do siebie tę biedną, chorą, nieprzytomną dziewczynkę, kiedy zauważone każde drgnienie palca oplatających drobne dziecięce ciałko rąk, kiedy obraz wykrzywionych w przerażeniu i rozpaczy ust, sprawiały, że cierpiał jeszcze bardziej, jedyne, co był w stanie do niej powiedzieć to:

„Dobrze, że nie będziesz matką, bo się nie nadajesz!”

Chciał ją zranić, chciał, żeby cierpiała, chciał, żeby go nienawidziła, tak jak on w tej chwili nienawidził jej. Nie planował tego, jednak spodziewał się jakiejś podłej satysfakcji z wypowiedzianych przez siebie słów, chciał by jego zwerbalizowana wściekłość przyniosła mu ulgę, chciał, żeby jej łzy były dla niego rekompensatą za brak vicodinu… Tak się nie stało… Po tym wszystkim nadal tylko czuł ból. Ból nogi, bóle głowy, ból zranienia kochanej osoby… Nie tak to miało wyglądać… Obiecał sobie, że ją przeprosi, że ułoży piękne przeprosiny…, kiedy tylko będzie mógł myśleć trzeźwo…albo kiedy już będzie po wszystkim…. albo kiedy będzie w stanie przypomnieć sobie, jak to jest szczerze przepraszać… Tak… Wiedział, że nie zrobi nic…, a ona mu znowu wybaczy…



TAMTEN

Stał w drzwiach i patrzył na niego. Na swojego najlepszego przyjaciela. Byłego przyjaciela. Widział go nieprzytomnego już nieraz, ale po raz pierwszy czuł to, co w tej chwili. Nienawiść... Sam po sobie nie spodziewał się takiego uczucia. Nie żywił go chyba względem nikogo… Ani żadnej z jego byłych żon, ani względem Trittera, kiedy zablokował mu konto bankowe, ani profesora Jacobsona od anatomii, który gnębił go przez lata, ani nawet względem zwariowanego sąsiada, który dzień w dzień kradł mu gazetę spod drzwi. Naprawdę go nienawidził… Patrzył na szefową zwiniętą w kłębek w fotelu stojącym obok łóżka nieprzytomnego i w tej chwili czuł, że nawet ją znienawidził troszeczkę. Za to, że przy tamtym była, że okazała mu zrozumienie, że mu wybaczyła, że mu zawsze wybaczała… Nienawidził nawet fotela, w którym siedziała, a który pozwalał na to, żeby tamten nie był sam… Sam, jak tego chciał, sam, jak na to zasługiwał… Nienawiść… Straszne uczucie, nowe, obce… Pomimo niej wciąż stał przy drzwiach… Stał… Czekał… Czekał aż tamten się obudzi… Wiedział, że wszyscy spodziewają się po nim, że podejdzie do łóżka, ściśnie tamtego za rękę, powie, że wszystko będzie miedzy nimi dobrze…, że będzie przy nim zawsze… Nie zrobi tego, nie może…, przecież go nienawidzi… Zobaczył, że tamten z trudem uniósł powieki… Otworzył oczy i popatrzył… Z bólem, przepraszająco, z niemym pytaniem i rozpaczą… Na to czekał… Też popatrzył tamtemu w oczy. Popatrzył, dając znak spojrzeniem: „chcę byś widział, jak odchodzę”. Odwrócił się i wyszedł…
 
     
Google 

Wysłany:    Reklama Google





_________________
 
 
 
madzia 


Dołączyła: 19 Lis 2008
Posty: 34
Wysłany: 2008-11-20, 17:43   

mogłabym je czytać bez przerwy. :D śliczne. :D
_________________
 
     
Unfaithful 
Myślę nieliniowo ...


Wiek: 35
Dołączyła: 23 Paź 2008
Posty: 318
Wysłany: 2008-11-22, 23:10   

Ach Keyu, wszyściutkie sobie przypomniałam ... Piękne wszystkie, ale "Zostań" zostanie chyba najgłębiej i najdłużej w moim serduchu ;-)

Edit: A to i ja pierdykne moje płaczliwe coś, żebyś sie osamotniona nie czuła :)


The Hug.

Płakała. Tak zwyczajnie po prostu, bez konkretnego powodu. Może, dlatego, że złość, smutek, a może i rozpacz coraz bardziej narastały w jej duszy. Może, dlatego, że miała czasami wszystkiego dość. Może, dlatego, że często łapała się na myśli, że wolałaby skulić się w jakieś małej mieścinie, aby cały ten chaos jej nie dogonił. Z jednej strony chciała uciekać, z drugiej nie wiedziała dokąd i w jakim celu. Płakała. Stos chusteczek piętrzył się na podłodze, tuż obok kanapy, na której leżała zwinięta w kłębek. Płakała. Z każdą kolejną łzą rozbiło jej się coraz lżej, z każdą kolejną łzą miała wrażenie jakby gasiła jakiś pożar. A może coś się w niej wypalało, może traciła siłę i ochotę do walki? Tak, była samotna. Czuła się jak mała, bezbronna dziewczynka otoczona przez stado dzikich i wygłodniałych hien. Nikt nie mógł i nie chciał jej pomóc. Ani jednej życzliwie wyciągniętej ręki, aby ją ocalić, uwolnić, obronić ją. Ciągle tylko atak. Tak, płakała bez powodu. Zdecydowanie rozczulała się nad sobą, ale miała już dość tej maski, bycia twardą i nieugiętą. Raz na jakiś czas mogła pozwolić sobie na słabość. Więc, płakała. Kiedy poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu, zdrętwiała. Czyżby jednak ktoś przyszedł ją ocalić, uratować, powiedzieć, że wszystko będzie w porządku. Czuła bliskość drugiej osoby, ciepło dłoni, które przyjemnie roztaczało się po jej ramieniu. Bała się odwrócić, aby nie dowiedzieć się, że to zwykła iluzja. Jednak, kiedy silne dłonie podniosły ją i utuliły, kiedy zatopiła się w jego ramionach, kiedy poczuła jego ciepło i fale uczuć jakie wibrowały przez ich skórę – wiedziała, że to nie iluzja. Coraz rzadziej szlochała, bo za każdym razem, gdy to robiła przyciskał ją do siebie mocniej. Czyżby? ON? Czyżby on ją chronił? Kiedy uspokoiła się na tyle, by zapłakanymi od łez oczami spojrzeć na niego, dostrzegła niepokój, strach i troskę. Jednak, po chwili to smutne spojrzenie zmieniło się w bardziej radosne, a kiedy jego usta zbliżały się do jej i kiedy powiedział, tak miękko i delikatnie jak nigdy dotąd: – „Nie jesteś sama Lisa.” – wiedziała, że ma swojego wybawcę.
_________________
 
 
     
Cave


Dołączył: 13 Gru 2008
Posty: 17
Wysłany: 2008-12-14, 18:14   

ZOSTAŃ
omg.. cudowne.. :cry:
ONA
przecudne.. :serce:
KUBEK Z HERBATĄ O SMAKU BERGAMOTKI
haha..
Cytat:
Uderzyłeś swojego szefa!
:-D
SEN
xD
NIE PYTAJCIE
haha .. az brak mi slow :D
REWOLUCYJNE ODKRYCIE
Cytat:
House! W takim razie jesteś już NIEŚMIERTELNY! A wszystko dzięki mnie! Wisisz mi dodatkowe 6 godzin w klinice – powiedziała całkiem poważnie i wyszła.
hahah :banan:
BÓL i TAMTEN
:-(


The Hug.
so słit :) :banan:
_________________
Bo to był On..
 
     
paranoja 

Wiek: 28
Dołączyła: 06 Cze 2009
Posty: 3
Wysłany: 2009-07-04, 11:38   

ZOSTAŃ - Odjęło mi mowę. Czytałam jakiś czas temu i od tej pory przy każdym spojrzeniu na House'a tłukło mi się po głowie "Poproś mnie bym został".

ONA - Zupełnie niepasujące do mojego wyobrażenia o Housie a pomimo tego przekonujące. Może dlatego czytam to po raz kolejny i wciąż tak samo mnie niszczy.

Gratuluję.
 
 
     
Key 
świr


Pomogła: 1 raz
Wiek: 109
Dołączyła: 23 Paź 2008
Posty: 797
Skąd: z Nienacka ;)
Wysłany: 2010-05-19, 14:30   

Na fali radości z ostatniego epa. Tak mi się jakoś samo napisało ;)

LEK PRZECIWBÓLOWY

Pocałowałem ją delikatnie. Właściwie nie przypominało to nawet pocałunku. Po prostu muskałem moimi wargami jej usta. Czułem jej gorący oddech, czułem jej smak i zapach, ale wciąż wydawało mi się to tak nierealne…
Odsunąłem się od niej i spojrzałem w jej jasne oczy. Wyglądała tak prawdziwie. Przez fartuch, który miała na sobie wyczuwałem szczupłe, zmęczone ciało. Jej włosy miały na sobie jeszcze ślady pyłu z miejsca wypadku. Chciałem ich dotknąć, pogłaskać je, ale bałem się, że kiedy wyciągnę rękę, iluzja zniknie.
- Skąd mogę mieć pewność, że znów nie mam halucynacji?
Jeśli nią była, pytanie było głupie, bo cóż może odpowiedzieć halucynacja? Tylko to, co chcę usłyszeć. Jeśli nią nie jest, jak mi udowodni, że jest realna?
- A wziąłeś Vicodin? - spytała cicho.
Dopiero wtedy poczułem znowu w lewej dłoni znajomy kształt. Zapomniałem w ogóle, że cokolwiek trzymam w ręku. Rozpostarłem palce i zobaczyłem dwie podłużne tabletki. Mój ratunek, moje zapomnienie, mój jedyny sposób na ból…
- Nie - sam się zdziwiłem, że ich nie wziąłem, bo od kilku chwil niemal nie czułem dobrze mi znanego od lat cierpienia. I to nie tylko w nodze… Ona też spojrzała na moją dłoń. Uśmiechnęła się lekko.
- No to chyba jest dobrze - niemal wyszeptała.
- Tak - też się do niej uśmiechnąłem i wypuściłem vicodin z dłoni. Kiedy znowu ją pocałowałem, tym razem mocno i głęboko, bez strachu, że zniknie, tą samą dłonią, w której przed chwilą jeszcze ściskałem prochy, chwyciłem ją za rękę i wplotłem się w jej szczupłe palce. Chciałem, żeby od dzisiaj tylko ona ratowała mnie przed bólem.
_________________
 
 
     
tractus_solitarius 
sex sex sex sex


Wiek: 35
Dołączyła: 24 Paź 2008
Posty: 626
Skąd: z bezdennego dna
Wysłany: 2010-05-28, 17:40   

:banan: :banan: :banan: słodkie <3
Key. musisz jeszcze coś skrobnąć ;D ciąg dalszy albo cóś ;)
_________________


icon by cryptictac
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do: